misje
Blog > Komentarze do wpisu

PODAROWANY ANIOŁ

Anioły to dobre duchy - mówią ludzie. To jakby dobra myśl, chęć pomocy komuś, tak bezinteresownie, to przebaczenie, tak bez prośby i błagania… to wszystko można nazwać Aniołem.

Jednak bywa i tak, ze mogą to być żywe istoty, które nagle nas spotykają w życiu i dzięki nim stajemy się inni, lepsi i świat wokół nas staje się bardzo ludzki, bardziej oddany sercu …

Problem jest w tym, ze często tych ludzi, jakoś nie zauważamy, bo oni nie krzyczą, nie robią wokół siebie taniej reklamy, nie przekonują wielkimi słowami, ale staja się jakby niezauważalni, czasem się uśmiechną,, czasem cos dopowiedzą… Ma się takie wrażenie, ze ich właściwie nie ma, ale oni sa i zmieniają świat, przez swoje milczenie, modlitwę i miłość!

Warto się zastanowić, kto tak naprawdę był moim Aniołem tego roku, kto jakoś wskazał drogę, zmieniał kierunki, dodawał odwagi. To może nasz żywy Anioł, podarowany nam na pewien czas… by zycie nabrało sensu większego a serce mądrość, by kochać…

Moja sąsiadka mówi, ze miała dobre długie małżeństwo. Dzieci piękne, dom i ogród. Tak naprawdę nie brakowało niczego. Codzienność była jakby piękną rutyna, czekania na męża i dzieci, gotowania, kwiatów w ogrodzie…

Pewnego dnia mąż odszedł, tak nagle… Okazało się, ze od dawna miał inna żonę, gdzieś daleko od naszej wioski. Ten ból był najtrudniejszym wydarzeniem życia mojej sąsiadki. Tak nagle wszystko się zmieniło… Już prawie nic nie miało sensu, ani czekanie na dzieci, ani kwiaty w ogrodzie, jedynie łzy i wczesne poranki, po bezsennych nocach. Modlitwa była chyba jedna chwila wytchnienia, ale i krzykiem do Boga, wołającym o powrót do rzeczywistości, która już nigdy nie będzie ta sama. Taki był ten rok… dzień za dniem…

 

W Afryce ludzi mówią, ze wszystko ma swój sens, który jest DOBREM…

Sąsiadka podjęła decyzje, by przebaczyć mężowi, żyć dla dzieci i kwiatów, które dalej kwitną… Widać, ze się czasem uśmiecha. Wczoraj powiedziała: "Trudny rok mam za sobą, ale to był dobry czas. Bóg jest dziś bliższy i jakby obecny wszędzie. Tak naprawdę mój mąż był moim Aniołem, który wskazał mi drogę, jak bardziej kochać Boga i uwierzyć, ze ON ZYJE w moim domu…

Mój ból stal się moim Przyjacielem i podarowanym  Aniołem… dziś jestem inna, lepsza… przebaczam szybko i Boga tylko szukam. Akceptuje to co nie mogę zmienić…”

Ból, nawet ten największy, może być Aniołem, tym najwierniejszym. Czasem tylko on potrafi zmienić  nasze serca, codzienność, bo jak mówią ludzie w Afryce… wszystko w życiu ma swój sens, który jest DOBREM.

s. Dorota Zok - Południowa Afryka

 

czwartek, 05 stycznia 2012, misje

Odwiedzają mnie ludzie z: